Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Sierżant Julian

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    3070
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Zawartość dodana przez Sierżant Julian

  1. No nic, wpadłem to wpadłem, na co drążyć temat 🙂 Mnie wydłubali z wozu po czterech godzinach. To jest fotka zrobiona następnego dnia przez kogoś.
  2. Oglądam sobie tę Ginny, pojawiają się co jakiś czas na różnych platformach, również na Chrono24. Wciąż mam mieszane uczucia. Geny ma słabe, ale z drugiej strony to samo dotyczy większości firm szwajcarskich, tylko że działo się ponad 100 lat temu. Wtedy rżnięto masowo zegarki amerykańskie i angielskie, wypuszczając na rynek niejaką "szwajcarską tandetę". Zegarek oczywiście jest ładny, bo Sub jest ładny. Zaśmiecona tarcza trochę razi, ale w Subie jest zaśmiecona podobnie. Wskazówki są genialne, trudno byłoby w tym miejscu wytrzymać kolejnego mercedesa z pretensjami. Tisell, Davosa, Squale i wielu innych naprawdę wystarczą. Ciekawą sprawą jest tak zwana kultowość. Otóż kojarzę jedną kultową markę homosuba, jest to MkII. Modele Kingston i Nassau potwierdzają swój kultowy status bardzo prosto: używane egzemplarze kosztują ze dwa razy tyle, ile kosztowały katalogowo. Tylko że pan Wang (albo Tang), który stoi za tym brandem, z kultowością sie nie obcyndala i po prostu jak juz wypuścił limitowany model, to nigdy więcej do niego nie wraca, a modele są rozpoznawalne i od siebie się różniące. Ba, pan Wang (albo Tang) teraz już w ogóle nie robi homosubów, bo jego aktualne limitki czerpią z innych projektów. W dodatku te zegarki nie są traktowane jako proste zrzyny udające Suba pod inną nazwą, nie, one mają pewną intelektualną otoczkę. Stanowią nawiązanie do filmowych modeli zegarków, korespondując nazwami do lokalizacji pierwszych produkcji z Jamesem Bondem. Więc kult ma tu pewne punkty zaczepienia i uzasadnienie, o którym można powiedzieć nawet, że jest kulturalne (jak to kult). Nasza tutaj Gienia nie z tych. Zakładam, że pochwały, jakich doczekały się te zegarki, są zasłużone, czyli ze są one wykonane tak dobrze, jak tylko pozwala warsztat gieniowego pana Tanga (albo może jednak Wanga). Co ciekawe, pewne drobne oznaki kultu jednak są. O ile wiem, zegarki są bardzo chwalone na forach różnej maści, a wskaźnik ceny... No właśnie, tutaj jest pół na pół. Wprawdzie nie przebijają ceny katalogowej, ale nieźle ją trzymają. Więc trochę rybka, a trochę akwarium. W dodatku pan Tang (czy jak mu tam, może po prostu nazywa się Jones) w pewnym sensie również wypuszcza zegarki limitowane. Na jego stronie jest chyba z pięć modeli, z których większość jest oznaczona jako "wyczerpane". Tylko że te modele bardzo mało się różnią jeden od drugiego, a dla większości nabywców z lupką czy bez lupki to nie jest temat. Ja akurat wolałbym bez lupki. Oczywiście zawsze pozostaje pytanie: skoro się tak mądrzysz, to czy sam byś kupił? Akurat w tej chwili stoję przed perspektywą kupna kolejnego zegarka i będzie to diver o rozmiarze 39-40 mm. Taki mi w końcu, po wielu próbach, pasuje najbardziej. Dobry i nienachalny subopodobny mógłby być jednym z kandydatów. Może gdyby nagle napatoczył mi się taki boski Gigolo w okazyjnej cenie, to bym się nawet złamał. Ale na razie jednak wybrałbym Squale z linii 1545. Stoi za nimi prawdziwsza historia.
  3. Ktoś wcześniej pytał, jak to było z moim Disko. No to niestety tak (widok z zoomem, z góry): Aha, i na wszelki wypadek wyjaśniam: nie, Andrzeju, tego się nie wyklepie 🙂
  4. Fajowy. A jak pytałem o modele 1545, to nikt nie odpowiadał... 🙂
  5. O ile pemiętam, że Francuzi w latach 80. brali ze sobą Yemy Spationaute. Nie za ładne zegarki, nawiasem mówiąc.
  6. Grunt że daje radę. Ja natomiast jestem zawiedziony Foresterem. W zeszłym roku przez pewien czas jeździliśmy po Biebrzy równolegle nowym Foresterem (służbowym) i prywatnym LR Freelanderem II. Podobna klasa wozów, ale jednak w podmokłym terenie LR radził sobie lepiej, nie mówiąc już o tym, że podczas powolnej jazdy w lesie żaden z biegów w ręcznej skrzyni Forestera nie pasował. Forestery to teraz już robią jako SUV-y do kościoła, mam wrażenie.
  7. Sierżant Julian

    Wybór pióra.

    Ja zasadniczo nie lubię zwieńczenia skuwki w kształcie korony, które pojawiło się w modelu 400. Dlatego jak dotąd stara M250 jest moją ulubioną 🙂
  8. Sierżant Julian

    Wybór pióra.

    Ciekawy kontakt, dziękuję. Przy okazji, gdyby mi się trafił Pelikan 300 (nie M300), to uznałbym się za spełnionego. I tak, jest jedne na Ebay. W Japonii i w dodatku za jakieś dwa i pół tysiąca złotych.
  9. Oczywiście chętnie się przyłączę do zamówienia. A, pudełko. Dlaczego nie, takie rzeczy, gdy akurat nieużywane, nie powinny się poniewierać luzem w szufladzie.
  10. Sierżant Julian

    Wybór pióra.

    Cały czas mam kilka piór (starego Parkera Duofold, który prosi o nową stalówkę, Montegrappę, historycznego Sheaffera), ale piszę i tak prawie zawsze Pelikanem M250 ze średnią stalówką. Coś jest w tym: ergonomia, łatwość prowadzenia po papierze, brak skłonności do wysychania, no i system napełniania, nie mający nic wspólnego z nabojami czy nabojopodobnymi "konwerterami". Rozglądam się jeszcze za jakimś nowym piórem, ale im dalej od nabojów, tym lepiej. Roboczo myślę o włoskich piórach Leonardo, ale może coś jeszcze mi przyjdzie na myśl. Smietnik na moim biurku podczas pracy:
  11. Trochę za bardzo poszli w kierunku wyznaczanym dotąd przez Invictę, nie?
  12. Matko jedyna... To już będzie chyba odbudowa na podstawie legend.
  13. Istotnie, popełniłem literówkę przy czytaniu 🙂 Butikowa, bez wątpienia.
  14. To nie jest butelkowa zieleń, to jakiś okropny grynszpan.
  15. No, to bardzo konkretny zakup. Sądzę, ze na forum spotka się z uznaniem, bo marka jest szanowana 🙂
  16. Z Seiko Zen Garden to może nieco mniejszą wersję, te 41 mm to ni pies nie wydra (a Nomos ma jedynie 36 mm). Poniżej zegarek w wersji 38,3 mm: https://www.chrono24.pl/seiko/seiko-presage-zen-garden-series-automatic-watch-srpd97j1-with-1-year-warranty--id18341629.htm
  17. Widziałem kiedyś różowego Rolls-Royce, jakby co. Można eksplorować ten kierunek.
  18. 50 metrów w dół. Gdyby to nie był landrover, to byśmy raczej nie rozmawiali teraz, bo w połowie zbocza rozleciałby się na szmaty, a tak to przynajmniej dolecieliśmy w jednym kawałku i wszyscy mniej więcej żywi.
  19. Miałem dłuższy czas Disco I w wersji ES (z automatem i czymś w rodzaju skóry na siedzeniach), to były czasy... Skończył niestety na dnie kanionu na Bałkanach.
  20. Osobliwa mieszanina. Ktoś umarł czy jak?
  21. Używałem P38 przez kilka lat, chyba najwygodniejszy wóz jakim jeździłem w życiu. Silnik TDS BMW, więc powyżej 140/h nigdy nie pojechał, ale w terenie był rewelacyjny. Wersja z założonymi firmowymi sprężynami zamiast pneumatyki. Był w stanie przejechać chyba przez wszystko, bo też w tej wersji nie odeszli jeszcze zbyt daleko od ich roboczych terenówek. W efekcie P38 był czymś w rodzaju najbardziej komfortowej ciężarówki świata. Z pewnym bólem zamieniłem go w końcu na Freelandera II, który nadal ma dobrą dzielność w terenie, natomiast nie ma już tego uroku traktora dla królowej angielskiej.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.