Oglądam sobie tę Ginny, pojawiają się co jakiś czas na różnych platformach, również na Chrono24. Wciąż mam mieszane uczucia. Geny ma słabe, ale z drugiej strony to samo dotyczy większości firm szwajcarskich, tylko że działo się ponad 100 lat temu. Wtedy rżnięto masowo zegarki amerykańskie i angielskie, wypuszczając na rynek niejaką "szwajcarską tandetę".
Zegarek oczywiście jest ładny, bo Sub jest ładny. Zaśmiecona tarcza trochę razi, ale w Subie jest zaśmiecona podobnie. Wskazówki są genialne, trudno byłoby w tym miejscu wytrzymać kolejnego mercedesa z pretensjami. Tisell, Davosa, Squale i wielu innych naprawdę wystarczą.
Ciekawą sprawą jest tak zwana kultowość. Otóż kojarzę jedną kultową markę homosuba, jest to MkII. Modele Kingston i Nassau potwierdzają swój kultowy status bardzo prosto: używane egzemplarze kosztują ze dwa razy tyle, ile kosztowały katalogowo. Tylko że pan Wang (albo Tang), który stoi za tym brandem, z kultowością sie nie obcyndala i po prostu jak juz wypuścił limitowany model, to nigdy więcej do niego nie wraca, a modele są rozpoznawalne i od siebie się różniące. Ba, pan Wang (albo Tang) teraz już w ogóle nie robi homosubów, bo jego aktualne limitki czerpią z innych projektów. W dodatku te zegarki nie są traktowane jako proste zrzyny udające Suba pod inną nazwą, nie, one mają pewną intelektualną otoczkę. Stanowią nawiązanie do filmowych modeli zegarków, korespondując nazwami do lokalizacji pierwszych produkcji z Jamesem Bondem. Więc kult ma tu pewne punkty zaczepienia i uzasadnienie, o którym można powiedzieć nawet, że jest kulturalne (jak to kult).
Nasza tutaj Gienia nie z tych. Zakładam, że pochwały, jakich doczekały się te zegarki, są zasłużone, czyli ze są one wykonane tak dobrze, jak tylko pozwala warsztat gieniowego pana Tanga (albo może jednak Wanga). Co ciekawe, pewne drobne oznaki kultu jednak są. O ile wiem, zegarki są bardzo chwalone na forach różnej maści, a wskaźnik ceny... No właśnie, tutaj jest pół na pół. Wprawdzie nie przebijają ceny katalogowej, ale nieźle ją trzymają. Więc trochę rybka, a trochę akwarium. W dodatku pan Tang (czy jak mu tam, może po prostu nazywa się Jones) w pewnym sensie również wypuszcza zegarki limitowane. Na jego stronie jest chyba z pięć modeli, z których większość jest oznaczona jako "wyczerpane". Tylko że te modele bardzo mało się różnią jeden od drugiego, a dla większości nabywców z lupką czy bez lupki to nie jest temat. Ja akurat wolałbym bez lupki.
Oczywiście zawsze pozostaje pytanie: skoro się tak mądrzysz, to czy sam byś kupił? Akurat w tej chwili stoję przed perspektywą kupna kolejnego zegarka i będzie to diver o rozmiarze 39-40 mm. Taki mi w końcu, po wielu próbach, pasuje najbardziej. Dobry i nienachalny subopodobny mógłby być jednym z kandydatów. Może gdyby nagle napatoczył mi się taki boski Gigolo w okazyjnej cenie, to bym się nawet złamał. Ale na razie jednak wybrałbym Squale z linii 1545. Stoi za nimi prawdziwsza historia.