Sierpień zamknąłem kolejną słynną adaptacją Tennessee Williamsa: "Jak ptaki bez gniazd". Za kamerą jeden z moich trzech największych ulubieńców, czyli Sidney Lumet. Zastanawiająco długo odkładałem obejrzenie tego filmu. Szukałem kopii w najlepszej jakości, by docenić perfekcję organizacji kadru Lumeta i Kaufmana, ale może przede wszystkim czekałem po prostu na odpowiedni czas. To trochę niedoceniony film, ale potwierdza wielką klasę Lumeta, który w latach 50. i 60. swe najlepsze filmy robił w czerni i bieli. Brando jest hipnotyczny. Jak na adaptację Williamsa przystało jest też Paul Newman, ale tym razem nie osobiście, tylko "reprezentowany" przez Joanne Woodward Przerażający jest znany z pamiętnego epizodu w "Papillonie" Victor Jory. Lumet wspominał, że akurat tym razem miał problem z Anną Magnani, ale ostatecznie też jest ok - widać, że jest wyraźnie wyobcowana. No i jest też dla nas coś ekstra - trudno mi wskazać inny film, w którym bohater tak dokładnie opisuje świetny zegarek, że można go zidentyfikować pomimo tego, że nie pojawia się w zbliżeniu: