Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Sierżant Julian

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    3070
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Zawartość dodana przez Sierżant Julian

  1. Noo, te to są interesujące.
  2. To też, ale rzecz w tym że ja sam mam pewne mniej lub bardziej sprecyzowane niechęci w kwestii kłucia po oczach "bogactwem", a jeszcze w dodatku takim, które każdy małorolny może nabyć okazyjnie na aliexpress i będzie mu "tak samo". Facet z wybłyszczoną jak baranie jaja invictą albo festyniarską festiną na 90% rodaków zrobi równie imponujące wrażenie, jak gość z nowiuśkim roleksem lub wielką "bondowską" omegą. Będzie to facet nadziany, któremu się udało, więc zadaje szyku. I tak wyszło mi, ze jest sporo osób, które nie są nadziane, a także prędzej skoczą do studni, niż zapragną zadawać szyku przed tłumami. I te osoby może zainteresować intelektualne zadanko: jak być zadowolonym z bardzo dobrego zegarka, a jednocześnie ustrzec się przejawów wulgarnego zachwytu :-) Gdybyś zobaczył stan mojego rocznikowego range rovera to wiedziałbyś, jak BARDZO staram się unikać podziwu postronnych :-) Właściwie moglibyśmy włączyć do gry przynajmniej lekkie vintage. Mam w tym prywatny interes: wśród zegarków, które wyglądają średnio, a są cenne przynajmniej ze względu na ich historię, jest TAG Heuer Professional Monnin (automatic, bo kwarc jest dość częsty), którego chyba chciałbym mieć. Zegarki te wyglądają trochę topornie, bo koperta Monnin to jednak nie submariner. Ale jest w tym urok, jeśli się wie, że to taki przejściowy Frankenstein wynikający z heuerowskiego braku własnego pomysłu na nurka (Monnin tłukł ten sam model dla kilku firm, dla Zodiaka na przykład czy Technosa), po którym niedługo nastąpił popularny i świetnie sprzedający się Aquaracer. Zegarek jest też dość ekskluzywny, bo nie ma za dużo egzemplarzy w super stanie, a te super to już kosztują kilkanaście tysięcy. A jednocześnie jest to taki ekskluziw wynikający raczej z wartości duchowych, niż materialnych :-)
  3. Istotnie. Na przykład Omega analogicznego designu (klasyczny Aqua-Terra) prawie nigdy nie komplikuje, w celu dodawania różnych takich duperelków powstają osobne modele. A nieliczne wyjątki (mała sekunda itp.) też wyglądają tak sobie.
  4. Mam szczerą nadzieję, że to jednak nie istnieje.
  5. Yoda, postaram się lepiej kontrolować, ale ja tak mówię, wiec czasami pomimo najszczerszych chęci może mi się coś wymsknąć. Serio :-)
  6. Czy ja wiem, dla mnie to raczej lekki turpizm:
  7. SLA17 podoba mi się jako blast from the past pochodzący od producenta o bardzo dobrej ofercie, a jednocześnie bardzo nie wyglądający na swoją cenę. To mi jakoś odpowiada wewnętrznie. Ta koperta jest, nie żałujmyż sobie, ordynarna :-)
  8. Nie szkodzi. Na razie traktuję to jako kwestię teoretyczną, trochę dla własnej rozrywki a trochę dla wymiany opinii. Sądzę, ze np. TAG jest całkiem niezłą możliwością tutaj.
  9. GS nasuwa się od razu, no bo to przecież skromny Seiko. A ja sobie mam takiego na ręce i myślę: aha, skromny, frajerzy... I jest trochę extra zadowolenia na użytek wewnętrzny, w dajmy na to pochmurny, deszczowy dzień :-) Teraz mam tudora BB58, który też nieźle sie nadaje, jako że w ogóle nikt nie wie, co to za marka (przynajmniej w większym stopniu, niż np. Audemars Piquet, który jest cholernie charakterystyczny), ale co mi szkodzi myśleć dalej? W ogóle, jeśli nie jest się kolekcjonerem, warto myśleć o dwóch zegarkach do noszenia, dla garnituru oraz drugi heavy duty. I oczywiście Seiko pozwala spełnić ten warunek: bierzemy GS w stylu tego z obrazka wyżej plus reedycję 62MAS (SLA017).
  10. Od kilku lat interesuje mnie temat zegarka, który sprawiałby zadowolenie mnie, a nie przechodniom. W życiu miałem kilka zegarków bardzo zróżnicowanych pod względem wartości postrzeganej (i realnej) i czasami zdarzało mi się uczucie pewnej przesady. Dobrym przykładem był mój stary rolex. Skromny ładnie zaprojektowany zegarek, bardzo wygodny, który nie rzucałby się w oczy, gdyby nie znany zbyt powszechnie prestiż marki. Nosząc go czułem się czasem nie na miejscu. Dźwigany na parcianym pasku nie przyciągał raczej wzroku, ale czułem się niekiedy postrzegany jako facet mający na ręce powiedzmy ćwierć małej bańki. Było to trochę krępujące. Kwestię przekonania większości mas pracujących, że rolex kosztuje 500 złotych (oczywiście jeśli jest od dobrej firmy) w tym miejscu pomijam. Doprowadziło mnie to do miejsca, w którym postanowiłem opracować sobie taką krótką listę zegarków, które mógłbym nosić na ręce ze świadomością, że to świetna maszyna (jestem wielkim fanem perfekcji technicznej), a jednocześnie bez świadomości (mojej oraz otoczenia), że to przede wszystkim góra talarów, a zegarek dopiero potem. Dobra, a nawet bardzo dobra marka, ale niedoszacowana w publicznej świadomości. Może to zainteresuje również innych z podobną zagwozdką, stąd ten temat. Oczywiście mam swoje typy. Ideałem wydają mi się limitowane serie Grand Seiko, z przykładem w tym rodzaju, co poniżej na fotce. Ale widzę też parę innych opcji. Co o tym sądzicie?
  11. Jeśli facetom spod rękawa marynarki widać zegarek zamiast mankietu koszuli, to coś z nimi jest nie tak. Może ręce za krótkie albo jakiś inny defekt.
  12. Czy ja wiem, czy taki za elegancki? Wczoraj był ze mną w srodku Puszczy Białowieskiej i nie czuł się jakoś źle :-) Jeśli pomarańczowy, to jest tylko jeden zegarek naprawdę godny tego koloru, a przy tym prawdziwy diver, a nie jakiś salonowy: Doxa Sub. Tradycyjne wersje 40 mm są jak najbardziej dostępne.
  13. Miałem DayNight Recon, odbierałem go jako ciężki. Coś 180-200 g.
  14. Kopia Revue Thommen, który z kolei jest powiększoną kopią Roleksa Sub.
  15. Ze smutkiem stwierdzam, że parę miesięcy temu na a-gro sprzedawano Zodiaka automatycznego w nurkowej kopercie Monnin, za 2 tysiące zł. Do dziś żałuję, że nie kupiłem, bo to jednak rzadkość.
  16. To nie Pepsi, to Coke. Podzielam, obawiam się tylko, że rąbnąłby na niego morderczą cenę, żeby nie robić zbyt taniej konkurencji subowi Roleksa. I pewnie jeszcze byłaby limitacja.
  17. Bomba: Orient z falbanką na pamiątkę tego, że wczesne Roleksy odkręcały się od góry :-)
  18. Noszę na zmianę Tisella Submersible i Tudora BB58 i nie mogę zdecydować, który mi bardziej odpowiada. Tydzień jeden, tydzień drugi, w którymś momencie jeden mi się przykrzy i zakładam drugiego, no i jest super. A potem od nowa :-) Tudor jest minimalnie mniejszy i to się czuje, poza tym detal ma wykończony lepiej, ale nie jest to nic, czego nie można by poprawić sposobem gospodarczym (jeden z kolegów wykonywał taką modyfikację, o ile pamiętam). Dokładność chodu ta sama, wodoszczelność zapewne zbliżona. Tarcza Tisella ciut lepiej czytelna, to w końcu homage Submariner, nie ma tych złotych ozdóbek Tudora. Mam wrażenie, że Tisell bardziej pasuje do mojego nadgarstka...
  19. Sierżant Julian

    Jak wyglądamy?!

    Koluchstyl, cholender, pierwsze słyszę. Mam nadzieję, że to nie kolejne Tsunami-karate... Ja tam pozostaję jednak przy kyokushinkai.
  20. Master, muszę powiedzieć, ze ten Złotykoń robi bardzo dobre wrażenie. Nawet osobliwy kolor jakoś tutaj gra.
  21. Wczoraj na ulicy widziałem na ulicy dwóch szalenie eleganckich młodych ludzi, w pełnych garniturach i w krawatach, z bródkami. Jeden z nich, ubrany na czarno, miał dużo za krótkie spodnie, całkowity brak skarpet i obuwie sportowe. Uważam jednak, że Bond nie powinien się na tym wzorować.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.