To też, ale rzecz w tym że ja sam mam pewne mniej lub bardziej sprecyzowane niechęci w kwestii kłucia po oczach "bogactwem", a jeszcze w dodatku takim, które każdy małorolny może nabyć okazyjnie na aliexpress i będzie mu "tak samo". Facet z wybłyszczoną jak baranie jaja invictą albo festyniarską festiną na 90% rodaków zrobi równie imponujące wrażenie, jak gość z nowiuśkim roleksem lub wielką "bondowską" omegą. Będzie to facet nadziany, któremu się udało, więc zadaje szyku. I tak wyszło mi, ze jest sporo osób, które nie są nadziane, a także prędzej skoczą do studni, niż zapragną zadawać szyku przed tłumami. I te osoby może zainteresować intelektualne zadanko: jak być zadowolonym z bardzo dobrego zegarka, a jednocześnie ustrzec się przejawów wulgarnego zachwytu :-) Gdybyś zobaczył stan mojego rocznikowego range rovera to wiedziałbyś, jak BARDZO staram się unikać podziwu postronnych :-) Właściwie moglibyśmy włączyć do gry przynajmniej lekkie vintage. Mam w tym prywatny interes: wśród zegarków, które wyglądają średnio, a są cenne przynajmniej ze względu na ich historię, jest TAG Heuer Professional Monnin (automatic, bo kwarc jest dość częsty), którego chyba chciałbym mieć. Zegarki te wyglądają trochę topornie, bo koperta Monnin to jednak nie submariner. Ale jest w tym urok, jeśli się wie, że to taki przejściowy Frankenstein wynikający z heuerowskiego braku własnego pomysłu na nurka (Monnin tłukł ten sam model dla kilku firm, dla Zodiaka na przykład czy Technosa), po którym niedługo nastąpił popularny i świetnie sprzedający się Aquaracer. Zegarek jest też dość ekskluzywny, bo nie ma za dużo egzemplarzy w super stanie, a te super to już kosztują kilkanaście tysięcy. A jednocześnie jest to taki ekskluziw wynikający raczej z wartości duchowych, niż materialnych :-)