Wstęp
Dzień dobry wszystkim! To będzie recenzja, o którą nikt nie prosił, ale wszyscy jej potrzebowaliśmy. Pisana z punktu widzenia entuzjasty zegarkowego; śmiałbym się nawet nazwać kolekcjonerem! Ale ja nie o tym.
Nie będę się tu flexował zegarkowym doświadczeniem ani tym bardziej pieniędzmi. Na tym forum są osoby, które mają jednego i drugiego o wiele więcej ode mnie. Poza tym ma to być recenzja „rozrywkowa”, a nie ciężka rozkmina.
Ryc. 1
"Chciałbym przedstawić Wam dwa Rolexy Submariner i Milgauss - ten po lewej należał do mojego Dziadka, ten po prawej jest efektem moich długich poszukiwań." -źródło
Skupię się na opisaniu wrażeń z użytkowania zegarka oraz porównam go do znacznie tańszego odpowiednika z AliExpress. Dlaczego? Ano dlatego, że kupowanie coraz droższych zegarków to żadna sztuka. Natomiast wielokrotnie na forum pojawiał się spór: markowe zegarki vs tzw. „homary”. W tym przypadku robi się jeszcze ciekawiej. Czy mikrobrand ma sens na tle zegarka wielokrotnie tańszego?
Ryc. 2
„Skoro wygląda tak samo, to po co przepłacać?”
Zatem zapnijcie wrotki i zapraszam.
Historia Traski i dostawa do Polski
Traska Watches to stosunkowo młoda, ale już dobrze rozpoznawalna amerykańska marka zegarków microbrandowych. Została założona w 2018 roku w USA przez Jonathana Ferrera i do dziś jest to właściwie jednoosobowa operacja. Jon ogarnął całkiem spoko kontakty i sprzedaje proste, ale świetnie wykonane zegarki. Zakup bezpośrednio ze strony może odstraszać potencjalnego nabywcę z Polski: przesyłka z USA, formalności celne itd. Jak to wygląda w praktyce - mikrobrandy produkują zegarki partiami, więc trzeba czekać na tzw. re-stock. Gdy zegarek jest dostępny, składamy zamówienie na traskawatch.com i płacimy.
Przesyłka idzie FedExem. U mnie została nadana dwa dni po kliknięciu „kup”. Po kilku kolejnych dniach skontaktował się ze mną FedEx: szybkie potwierdzenie zamówienia, przesłanie oświadczenia i… tyle. Ponieważ VAT i cło nie przekroczyły 1000 zł, FedEx zażyczył sobie płatności gotówką u kuriera (brak możliwości płatności elektronicznej). Dziwactwo, ale przynajmniej szybko poszło. Po około 1,5 tygodnia zegarek był już u mnie.
Link do strony sklepu Traski
Koperta i powłoka
Opakowanie pomijamy - nie ma tu za bardzo o czym pisać. Zegarek przychodzi w prostym kartoniku oraz skórzanym futerale z logo firmy. Traska Commuter 36 mm w wariancie Slate Black to mały zegarek. Producent oferuje też wersje 38 mm i 34 mm. W przypadku prostego,
trzy wskazówkowego zegarka większy rozmiar jest zbędny, natomiast możliwość zamówienia wersji 34 mm zasługuje na uwagę. Niewielu producentów się na to decyduje. 36 mm dziś też uchodzi za małą kopertę, ale przy moim, nie bójmy się tego określenia, „kurzym” nadgarstku 16,5 cm zegarek leży idealnie. Wielu entuzjastów po początkowej fascynacji wielkimi „landarami” z czasem przesiada się na bardziej kompaktowe modele. Lug-to-lug to zaledwie 44 mm, a grubość koperty 10 mm (uwzględniając szkło).
Ryc. 3
Kompaktowe 36 mm to raczej nie jest 😉
Traska stosuje własny proces utwardzania stali 316L używanej do kopert i bransolet. Standardowa stal 316L ma twardość około 200 HV (Vickers), natomiast po obróbce Traski osiąga około 1200 HV. Czy czyni to zegarek kuloodpornym? Nie. Czy sprawdza się w codziennym użytkowaniu? Jak najbardziej. Noszę zegarek od kilku dni normalnie na zapięciu byłyby już ryski od desk divingu, a tu nic. Warto dodać, że obecnie stosowana powłoka praktycznie nie zmienia odcienia stali; jeszcze dwa lata temu Traska używała takiej, która delikatnie przyciemniała metal. Koperta jest głównie szczotkowana, z przyjemnie zaakcentowanymi szlifami. Bezel ładnie współgra z wypukłym, szafirowym szkłem - bardzo dobra decyzja projektowa.
Całość nie świeci się jak Rolex, jest bardziej GADA (zegarek typu „załóż i idź, rób co chcesz”). Miałem w rękach zegarki znacznie droższe i na ich tle Traska Commuter bardzo pozytywnie zaskakuje jakością. Zdecydowanie jest lepiej, niż można by się spodziewać. Nawet koronka jest sygnowana.
Tarcza, wskazówki i szkło
Tarcza ma szlif słoneczny i jest w odcieniu bardzo ciemnej szarości. Logo producenta i napis „Automatic” świetnie pokazują, że oszczędność w ilości tekstu na tarczy daje znacznie lepszy efekt niż cztery linijki w stylu: automatic / 3 days power reserve / officially certified / superlative chronometer - wiecie, o co chodzi. Indeksy są nakładane i pokryte lumą. Wskazówki mają szlify i są delikatnie szczotkowane co wygląda bardzo dobrze. Luma nałożona jest grubymi warstwami, świeci na niebiesko i długo. Szkło to wypukły (box) szafir z antyrefleksem od wewnątrz. Antyrefleks poprawia czytelność, a wypukłość dodaje charakteru.
Werk
Miyota 9039 to kolejna trafiona decyzja. Specyfikację każdy może sobie sprawdzić sam. A jak wypada w praktyce? 28 800 wahnięć (4 Hz) daje płynny ruch sekundnika. Dokładność - w moim egzemplarzu stałe +9 s/dobę. Traska dodatkowo reguluje mechanizmy i to faktycznie działa.Miyota 9039 jest też bardzo cienka - cieńsza niż Sellita SW200. Dekiel jest pełny i zakręcany, więc i tak mechanizmu nie oglądamy. Dlatego uważam tę decyzję za „prawidłową”: cienki, dokładny i niezawodny werk, idealny do takiego zegarka. Sellita czy ETA tylko niepotrzebnie podbiłyby cenę. NH35 to z kolei gruby kotlet. Niższa częstotliwość pracy sekundnika i przeciętna dokładność.
Bransoleta
Na koniec petarda czyli bransoleta. Jest świetna. Pełne ogniwa, pełne endlinki, skręcana na śrubki, frezowane, giloszowane zapięcie. Do tego dali szybkie odpinanie. Mikroregulacja jest, a dobre dopasowanie umożliwiają także półogniwa. Endlinki są idealnie spasowane z kopertą (brak szpar jak np. w Seiko). I ponownie - jest lepiej, niż sugerowałaby cena.
Wady? Są, ale niewielkie
Typowe drobiazgi kontroli jakości, nic co byłoby dealbreakerem. Wskazówka godzinowa na niektórych indeksach ma minimalne przesunięcie. Zapięcie zapina się z mało wyraźnym „kliknięciem”. Pod lupą nie oglądałem i nie zamierzam. To nie Rolex za 50 tys., żeby szukać wszystkich niedociągnięć. Zresztą nawet u „korony” zdarzają się babole. W Omedze, Lange czy AP również.
Czy można taniej?
Drożej to jak już pisałem nie sztuka. Rolex OP i nara. Zamiast tego pokażę zegarek za 220 zł. Addiesdive 2066 występuje w trzech wersjach: białej, zielonej i ciemnoszarej.
Ryc. 4
Użytkownik zegarkiclub patrzący na Addiesdive
Wybrałem go do porównania, bo kiedyś go kupiłem i tak sobie leżał. Ma niemal identyczne wymiary jak Traska: również 36 mm. Kwarc z płynną sekundą (Seiko VH31), antyrefleks, nakładane i zalumione indeksy. I tu podobieństwa się kończą. Koperta zrobiona jest z „jakiejś” stali - niby stainless steel, ale jakiej dokładnie, nie wiadomo. Rysuje się łatwo, to na pewno. Sekundnik nie płynie, tylko „duka” jak Seba przy tablicy. Bransoleta co prawda z pełnych ogniw, ale na wybijane piny, bez wysuwanej mikroregulacji w zapięciu. Jest też mało wygodna, ma turbo ostre krawędzie, a ogniwa w niektórych miejscach nie chcą się zginać.Szkiełko mineralne jest wypukłe, ale ponieważ to nie szafir, o rysę łatwo. Antyrefleks wygląda tanio -niebieskawy odcień i średni efekt. Tanie w odbiorze są też wskazówki i indeksy wycięte z błyszczącej blachy. Luma świeci jasno, ale tylko przez kilka minut. Polerki są słabej jakości, kontury rozmyte.
Do tego chińskie zegarki praktycznie nie mają realnej gwarancji.
Ryc. 5
Jak się chinczyk zepsuje, to zostaje kosz.
Firmy typu Addiesdive czy Tandorio mogą za rok nie istnieć, więc o częściach zamiennych można zapomnieć. To w zasadzie jednorazówki. Czy warto? Moim zdaniem - jeśli chcesz sprawdzić rozmiar koperty lub styl zegarka, to tak. Jako daily/EDC? Nie. Zdecydowanie nie. To słabo wykonany zegarek, a zachwyty nad „chińską myślą techniczną” można włożyć między bajki. Do Traski nie ma żadnego podjazdu. Wszystko jest po prostu znacznie gorsze. Lepiej już kupić Casio.
Casio A-158. Też za około 2 stówki a tak jakby od razu lepiej.
Czy polecam Traskę?
Tak. Zamawiając Commutera, właściwie niczego nie oczekiwałem, a dostałem bardzo dużo. To świetny zegarek do codziennego noszenia i nie martwienia się o drobiazgi. Zniesie wszystko, a w razie awarii Traska ma bardzo dobry i kontaktowy support. Mechanizm ogarnie każdy sensowny zegarmistrz. Traska Commuter w glorii i chwale pokazuje, czym powinien być dobry mikrobrand: dużo jakości i świetny zegarek w cenie, która u grupy Swatch byłolaby wielokrotnie wyższa.
Kto dotrwał do końca tych wypocin, brawo! Życzę wszystkim przyjemnej niedzieli. Trzymajcie się, cześć.
PS. Pamiętajcie, że kupowanie sobie jednego zegarka nie jest złe.
EDIT: drobne poprawki stylistyczne