Kilka dni temu przeglądnąłem cały ten wątek i nie znalazłem niczego o Stowie - poza jedną fotką, wstawioną przez @Perpetuum Mobile. Przyszło mi do głowy, że w naszym Klubie Heritage mógłby wzbudzić zainteresowanie limitowany model sprzed niemal 30 lat, który był pierwszym pilotem we współczesnej ofercie marki.
Szczegółową historię Stowy można przeczytać w internetach. Dla niniejszej prezentacji najważniejsze są dwa fakty. Po pierwsze - założona w roku 1927 przez Waltera Storza firma była jednym z pięciu wojennych dostawców B-Uhrów dla Luftwaffe (obok IWC, Laco, Lange und Söhne i Wempe). Po drugie - w roku 1996 syn założyciela, Werner Storz, sprzedał firmę Jörgowi Schauerowi.
Schauer kupił martwą skorupę marki, ale marki ze świetną historią. Tchnął w dawną nazwę nowe życie, napełnił nim Stowę, wywindował i ustabilizował jej pozycję rynkową na długi czas. Przez ponad 25 lat był duszą firmy: zaangażowany, pasjonujący się zegarkami, zawsze dostępny dla klientów, moim zdaniem dla współczesnego rozwoju firmy był ważniejszy, niż dziedzictwo samej marki. Dziś najpopularniejsze zegarki Stowa to bez wątpienia piloty, ale kiedy Jörg Schauer kupował firmę, to nie produkowała ona żadnego. Przygotowując coś ekstra na okrągłą rocznicę istnienia Stowy, nowy właściciel postawił na odniesienia historyczne marki: lotnictwo, II wojna światowa, no i przynależność do grona pięciu "mitycznych" producentów oryginalnych B-Uhrów. Ogromny sukces wskrzeszonych zegarków lotniczych rozpoczął się w roku 1997, od prezentowanego tutaj modelu jubileuszowego, przygotowanego w liczbie 70 numerowanych sztuk na 70-lecie firmy.
Jubileuszowy zegarek kształtem przypominał nieco Beobachtungsuhra produkowanego przez Stowę w czasach Trzeciej Rzeszy, jednak koperta była z tych "standardowych". Mówiąc wprost nie oddawała kształtu oryginału tak doskonale, jak robią to dziś wszelkiej wielkości koperty Laco Fliegeruhr Original. Miała średnicę 40 mm, była matowo szczotkowana. Na zwykłej koronce walcowej - nie była to jeszcze obecnie oferowana "cebulka" - umieszczono logo firmy. Na lotniczej tarczy świeciły pokryte trytem żółto-zielonkawe kreskowe indeksy godzinowe, wszystkie indeksy liczbowe oraz trójkąt z dwoma punktami. Indeksy minutowe pozostały białe, niepodświetlone - a więc niezgodnie z oryginałem, gdzie na tarczy świeciło wszystko, co mogło. Białe było też duże logo firmowe na cyferblacie. Tarcza oczywiście typu A, bo w czasie wojny Stowa oferowała praktycznie tylko zegarki Baumuster A - Beobachtungsuhrów Baumuster B wyprodukowała zaledwie 42 sztuki. Wskazówki, barwione na niebiesko w obróbce cieplno-chemicznej, również pokryto świecącą masą trytową. Dekiel był zakręcany, przeszklony szafirem, a na obwodzie umieszczono informację o tym, że to model jubileuszowy zegarka Stowa o numerze limitacji xx/70, że pochodzi z Niemiec i że jest ze stali nierdzewnej. Ciekawostka: numerowana była nawet sprzączka paska!
W środku cykał Unitas 6300N - pracujący z częstotliwością 18000 bph, ozdobiony pasami genewskimi, szlifem perlistym, niebieskimi śrubami i napisem „Stowa” inkrustowanym złotem. Mechanizm pochodził z rodziny Unitasów 63xx, zwanych Wehrmachtswerkami. Wbrew pozorom nazwa nie miała związku z hitlerowską armią, lecz oznaczała „mechanizm do użytku wojskowego”, czyli tak dobry i niezawodny, że nadający się nawet dla armii. Werki te miały mały sekundnik, a zatem rozwiązanie niekoniecznie ułatwiające dokładny odczyt sekund. Dlatego w roku 1965 powstał zmodyfikowany Unitas 6300 z dodatkowym mostkiem i centralnym sekundnikiem. Później ulepszony, zdobył popularność jako 6300N, a najbardziej znanym zegarkiem, w którym go zastosowano, był Atlantic Worldmaster.
Zapakowany w eleganckie, podłużne etui jubileuszowy pilot kosztował 2990 marek zachodnioniemieckich. Poniższe zdjęcia przedstawiają dwa egzemplarze z limitowanej serii jubileuszowej na 70-lecie Stowy: nr 47/70 i 04/70.
Dziękuję bardzo za cierpliwe przeczytanie