Zrobiłem ostatnio nieplanowany tour po warszawskich salonach
Na początek Wrzeciono Czasu i ich nowa lokalizacja. Tu wielki szacun dla Pana Darka bo ich nowa lokalizacja jest chyba najlepszym niezależnym salonem jaki widziałem. Wygląda to bardzo dobrze. Dodatkowy smaczek to, że salon jest na poziomie -1 a wita nas otwarte na widok przewchodniów centrum serwisowe, niczym w promo filmikach zegarków IWC
Jedyny wielki minus to, że nie zainwestowali w dobrej jakości światło i jest jak wszędzie, czyli słabo, bardzo słabo. Tego nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem, jak mozna zainwestować grube bańki i zbagatelizować oświetlenie?!
Pani w Omedze poowiedziała mi, że światło jest takie a nie inne "bo zegarek ma się błyszczeć". Może na "zwykłego" nieświadomego "Kowalskiego" takie numery działają, nie wiem...
1. Christopher Ward (ref. nie znam).
Niesamowicie klejący się i pięknie leżący zegarek. Jestem w ogromnym pozytywnym szoku, choć stylistyka nie moja
Full tytan, serio kozacki zegarek
2. Grand Seiko, Spring Drive SBGY0078
Mega szajskie zdjęcia, bo ten zegar wygląda jak biały a w rzeczywistości jest przepięknie błękitny (tu zasługa wspominanego wcześniej fatalnego światła w salonie)
Chyba już nasty raz chodzi za mna GS a szczególnie w Spring Drive...kiedyś będzie mój, choc wiem, że to zegarek z cyklu "znudzi się zaz max miesiąc od zakupu"
No i chyba nieliczny GS, który nie jest grubym cebulionem
3. Omega Seamaster w nowej odsłonie
Nie jestem fanem marki i dla mnie oprócz 2-3 modeli ten brand nie oferuje nic ciekawego. Grube, pękate w czasach trendu na cienkie (nie bardzo cienkie) zegarki, to dla mnie całkowite nieporozumienie
Dodatkowo krawędzie w bransolecie nie leżą równo do załamań na kopercie co w zegarku za ponad 40k jest dla mnie totalnym nieporozumieniem (zobaczcie na zdjęciu)
Dla mnie Omega ze swoją współczesną ofertą zawsze była na końcu ukladu pokarmowego dokładnie gdzieś za odbytem sorry fani brandu