Zgodnie z obietnicą - wątek o moim ostatnim nabytku.
Jak wspominałem, samochód znalazłem niedawno i miał być spełnieniem mojego marzenia o przedwojennym klasyku.
Od początku poszukiwałem auta już zarejestrowanego, we w miarę przyzwoitym stanie i raczej europejskiego, choć europejskie Fordy w sumie też by mogły być.
Peugeot 201 ma pewne zalety, głownie taką, że jest to takie "mocno przedwojenne" auto, a nie kosztuje majątku. W sumie cały czas myślałem, że finalnie stanę się posiadaczem Fiata 508, bo to podobna pólka cenowa, ale cieżko o zarejestrowany egzemplarz, a szarpanie się z papierami, rzeczoznawcą, konserwatorem itp. jakoś mi nie leży.
Dziś nie wyjeżdżam, bo pod garażem kałuże po ostatnich opadach, ale postanowiłem porobić zdjęcia pewnych detali tego samochodu, zatem wątek mogę rozpocząć.
Rys historyczny nietrudno znaleźć, model nie był pierwszym samochodem marki, ale pierwszym produkowanym seryjnie i sprzedawanym relatywnie niedrogo.
W okresie Wielkiego Kryzysu - strzał w dziesiatkę, który pozwolił marce tenże kryzys przetrwać. Produkowany od 1929. roku w Sochaux przy granicy ze Szwajcarią, gdzie do dziś Stellantis produkuje głownie Peugeoty.
Auto zasłynęło jako pierwszy seryjnie produkowany samochód z niezależnym zawieszeniem przednim, ale tutaj mamy bazową wersję z resorem poprzecznym. Zresztą niezależne zawieszenie weszło rok później.
Silnik w tej wersji to - również bazowy - 1,1 o mocy bodaj 23 czy 24KM. Na prostym gaźniku Solexa, dolnozaworowy.
Skrzyna 3-biegowa niesynchronizowana w nieco nietypowym układzie wybieraka:
2 R
3 1
Hamulce na linkach.
Instalacja fabrycznie 6V, tu zmodernizowana do 12V
Co do stanu. Auto odpala, jeździ, silnik pracuje równo i ładnie.
Tu i tam powierzchowna korozja, ale ogólnie "zdrowy".
Własciciel powiedział, ze nie dał rady nasmarować jednego z punktów w przednim zawieszeniu, zatem trzeba tam zajrzeć, ale wszystko pracuje dobrze, bez ewidentnych luzów czy oporów.
Skrzynia i most zaolejone, trochę kapią.
To, czego (oczywiscie) nie zrobiłem przy zakupie, to nie wziąłem latarki do oględzin podwozia, ale o tym później.
Silnik:
Po jednej stronie dolot i wydech, ponizej gaznik. Wlotu powietrza strzeże ta metalowa kopułka, filtra brak i tak tez było fabrycznie. Później zainstalowano puszkę tłumiącą przeraźliwy syk wlotu powietrza, ale również bez filtra.
Cięgna gazu i ssania, przewód paliwowy z filterm z umieszczonego pod szybą zbiornika.
Ta miedziana rurka poniżej to przewód olejowy do hydraulicznego wskaźnika ciśnienia oleju.
U góry aparat zapłonowy, ale nie ogarnąłem, że się nie zmieścił na tym zdjeciu. Ale... wygląda zasadniczo jak aparat zapłonowy.
O kawałku rurki spod zlewu wspominałem w innym wątku - wygląda bardzo profesjonalnie.
Na górze prądnica i pompa wody, poniżej cewka zapłonowa, wlew oleju i przekłądnia kierownicza.
Przedni "zawias" i hamulce:
Drążek kierowniczy...
Reflektor z gładkim szkłem i poj. żarówką światłą.... no właśnie. Mijania? Drogowego? Nocnego ?
Na błotniku kierunkowskaz migający na biało do przodu i na czerwono do tyłu. Pomarańczowy (acz chyba dodany później) z tyłu na dachu, zatem jest trójkolorowo, tylko jeden z kolorów się nie zgadza.
Wnętrze proste, z podstawowym zestawem wskazań, z których działa tylko ciśnienie oleju i amperomierz.
Brakuje zegara, ale ten, który byl w pudle z częściami to łatwiej chyba wymienić niż naprawiać.
Dźwigienka od kierunkowskazów, a światłą włącza się tym kółkiem ze strzałką na środku kierownicy.
Trzy pedały, a właściwie 2 pedały i guzik gazu. Tak było fabrycznie, natomiast i tak mogę mówić o szcześciu, bo trafiłem na egzemplarz z "normalnym" układem pedałów. W wielu 201-kach gaz był... na środku, między sprzęgłem a hamulcem.
Wybierak biegów precyzyjnym mozna nazwać tylko dlatego, ze biegów jest mało
Ręczny raz zaskakuje, raz nie. Trzeba zajrzeć, podobnie jak do czujnika pedału hamulca, bo lampa stopu nie działą. Choć moze najpierw zacznę od żarówki, przy czym i tak nie wierzę, ze to zarówka.
Korbotronic z cudowną, metalową korbką.
Akumulator pod podlogą po stronie pasażera.
Tera podwozie i dodam, ze specjalnie sucho tu nie jest. Widać, ze pan się przygotował do sprzedaży i umył podłogę, ale... w sumie czego by oczekiwać?
Tylny most, nieco wprawdzie zaolejony, ale bez wielkiej tragedii.
Linki do tylnych hamulców.
Wydech widać kombinowany nieco, póki co się nie rozsypuje. Wszak (ewidentnie nie cały) ma tylko i aż 10 lat.
Tutaj też zwraza uwagę sztywny - jak mniemam - wał napędowy schowany w metalowej osłonie.
Skrzynia raczej mokra i nie wiem czy to skrzynia, czy uszczelniacz wału (prawdopodobnie, bo sznurek), czy jedno i drugie na raz.
Najbardziej "urzekło mnie" to, co dopiero lampa błyskowa mi uświadomiła (bo tak patrząc przy dziennym świetle wcale się w oczy nie rzuca...
...to fachowe uszczelnienie korka spustowego.
Mam nadzieję, ze to uszczelnienie, a nie super naprawa zerwanego gwintu. Niemniej teraz zaczynam rozumieć, czemu pan jakoś "nie znalazł czasu" na wymianę oleju przed sprzedażą.
Ogólnie nie jest to jakaś totalna katastrofa, tylko musze obmacać, czy to jakiś silikon, czy po chamsku epoksyd.
Naprawa takiej misy to raczej nic trudnego, pewnie jest tam dość "miesa", żeby to ew. przegwintować.
Jednak taki widok zawsze mnie smuci, bo jak ktoś tak zapieczętował sobie korek, to kij wie co jeszcze zepsuł ;).
Ogólnie - jak to bywa. Zadna okazja, ale też nie specjalnie straszna wtopa.
Auto jeździ, hamuje, wszystko w zasadzie działa, myślę, że mogło być tamk, że miłęmu panu autko wcale się nie znudziło, a po prostu uznał, ze zaczyna się już sypać, usikuje mu na podłogę i pora sprzedać. Ale to już tylko on sam jeden wie
Z drugiej strony - czy kupując 100-letnie auto mozna zakłądac, że wszystko w nim będzie idealnie sprawne.
Jeśli jeszcze zdarzy się jakaś pora sucha, to postaram się wyjechać nim na zewnątrz i porobić zdjęcia. Tylko musiałbym odjechać nieco od garażu, bo teren przy samym garażu stanowiłnby świetny plener dla zardzewiałego 469, ale nia pewno nie dla tego autka